Do Warszawy na pizzę

Do Warszawy na pizzę

Pewnego dnia powiedział, że idzie się przejść. Byłam zdumiona, ponieważ nigdy wcześniej mnie nie zaskoczył w ten sposób. Mijały godziny, nie wracał. Zaczęłam wymyślać najgorsze scenariusze, jak to kobiety potrafią. Widziałam go z kochanką u boku, widziałam go, jak dostał wylew na ulicy, widziałam go potrąconego przez samochód…wszystko widziałam. Jedyne kogo nie widziałam, to jego przy moim boku.

Wrócił. Mało tego, wrócił i przyniósł mi bukiet kwiatów wraz z liścikiem. Nogi mi się ugięły. Tysiąc myśli przeleciało przez głowę, oczywiście z przewagą tych negatywnych. Wręczył bukiet, podał niewielką karteczkę. Nieśmiało spojrzałam na ten tajemniczy liścik, a po jego przeczytaniu dosłownie zdębiałam. Tak, to dobre określenie-zdębiałam! Przyniósł mi przepis na pizzę. Dostałam w prezencie przepis na pyszną pizzę, którą zajadają się w Warszawie.

A był to tak. Mój małżonek poszedł w odwiedziny do kolegi. Kolega często wyjeżdża w delegacje. Ostatni tydzień spędził w Warszawie. Ochoczo pałaszując pizzę na obiad w Ursusie, poprosił o przepis. Nie wiem, jak mu się to udało, ale przepis otrzymał. Będąc bardzo dobrym przyjacielem, zaprosił po powrocie mojego męża na piwo. Aby jakoś mnie ułaskawić o ten browarek, panowie wymyślili plan doskonały. Mój mąż wręczył mi kwiaty, wraz z przepisem do wykonania.

Cóż począć, przecież nie będę robić o to afery. Pizzę przygotuję na pewno. Po przeczytaniu przepisu stwierdziłam, że jest on godny uwagi. Przepis zawiera w sobie wiele ciekawych składników, takich, jakie wszyscy lubimy. Dużo sera, szynka, pieczarki, pyszny sos pomidorowy.

Kolega mojego męża namawiał go serdecznie. Mówił-jeśli żona nie przygotuje ci takiej pizzy w domu, jedź-zjedz pizzę w Warszawie. Nie ukrywam, że poirytowały mnie te słowa. Jak mógł wyrazić się w ten sposób. Poczułam, że wątpi w mój kulinarny talent. Zupełnie jednak bez uzasadnienia. Nie raz przecież będąc gościem w naszym domu, zachwalał mój amatorski warsztat kucharski. W każdym razie, jutro wybieram się do sklepu po składniki i zabieram się do roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *